piątek, 19 grudnia 2014

*3

Kevin Timn  - (17l) syn Teodora i Eleonor
Teodor Timn – zastępczy „tata”
Eleonor Timn – zastępcza „mama”
*3
Dojechaliśmy do miasta nr4. Było to miasto z przydziałem górniczym. Po ulicach tego „bogatszego od naszego miasta” spacerowało dużo czarnych mężczyzn, nie byli oni czarno skuzi po prostu byli ubazgrani od stup do głów węglem.  Jak w każdym z miast mieli oni 10 godzin roboczych w dniu a w piątki i środy po 8. Każdy był zmęczony i wyczerpany, ale jakoś trzeba było wyżywić rodziny. Bo to co każdy dostawał na dom nie starczało. Nam z ledwością ale to dlatego że mało jedliśmy, ale na przykład takie rodziny wielodzietne co było ich po 5-6 a nawet i czasem 11 w domu to mieli z wyżywieniem wielki problem.
Pani Palwii zaprowadziła nas do trochę większego domku od tego w którym mieszkaliśmy w szóstce. Zapukała dwa razy. W drzwiach pokazał się wysoki mężczyzna z brodą. A za nim stała niższa od niego kobieta.
- Oh witam was kochanieńkie – przywitała- Proszę wejdźcie do środka
W środku dom był śliczny. Kremowe ściany i ciemno brązowe meble idealnie do siebie pasowały. Kobieta zaprowadziła nas do kuchni. Usiedliśmy przy dużym rodzinnym stole.
- Nazywam się Eleonor Timn – przedstawiła się i uścisnęła każdemu po kolei dłoń – Mam nadzieję że będzie się wam tu godnie mieszkać.
Coś mi się zdaję że może i polubię tę Eleonor, wydaje się być miłą kobietą.
- Ja jestem Teodor – podszedł do nas mężczyzna – Przykro mi że straciłyście rodziców. Wiem że wam ich nie zastąpimy ale mam nadzieję że nas chociaż polubicie.
-Ja jestem Sawanna a to moja siostra Ela
Siedzieliśmy w miłej atmosferze, popijając ciepłą herbatę z miodem i cynamonem. Nigdy nie pijał takich smakołyków bo w naszym mieście nie było cynamonu a co dopiero miodu. Państwo Timn pokazali nam nasz pokój. Rozpakowałyśmy się i zeszłyśmy dopiero na kolacje.
Kolacja mijała w dobrym nastroju. Pani Palwii wyrażała opinię na temat tego jak ona to ujęła „świetnego indyka” heh znam tą kobietę może z dwa dni a ona już przypadła mi do gustu. Miałyśmy jeszcze poznać syna państwa Timn który miał spóźnić się na kolację ponieważ pracował. W mieście nr4 mężczyźni a raczej ja bym ich nazwała jeszcze chłopakami zaczynają pracę w kopali w wieku 16 lat więc on się do nich zaliczał.
 Następnego dnia wstałam równo o 10. Moja siostra jeszcze słodko spała więc postanowiłam jej nie budzić. Wzięłam parę spodni i koszulę oraz potrzebną bieliznę i ruszyłam w stronę łazienki.         Na śniadanie zrobiłam sobie tylko kanapkę. Jadłam ją spokojnie kiedy do kuchni weszła pani Palwii
- O witaj kochana – przywitała mnie radośnie. Ja tylko odpowiedziałam uśmiechem – Ja już muszę wyjeżdżać , ale niedługo się zobaczymy – wstałam i podeszłam do niej, a pani Palwii mnie tylko przytuliła i wyszła – A i bym jeszcze zapomniała – krzyknęła przez przed pokój – Państwo Timn są na targu i wrócą za niecałą godzinę
- Dobrze ,dziękuje i do widzenia – pożegnałam się i zamknęłam za kobietą drzwi . Dojadłam spokojnie kanapkę i umyłam starannie talerz po czym udałam się na górę. W pokoju siedziała już Ela ubrana i troszkę ze z kwaszoną miną
- A co to za humorki ? – spytałam i podeszłam usiąść obok niej na łóżku – Coś się stało ?
- Nie – wyszeptała, ale wiedziałam że coś jest nie tak
- Ela ? Widzę że coś się dzieje. Powiesz mi ?
-Ehh… No dobrze, bo wiesz…- zacinała się – Nie sądzisz że powinniśmy odwiedzić grób taty ? No i mamy ?
Rany, totalnie o tym nie pomyślałam. Jak mogło nie przyjść mi to do głowy ? Jako dzieci mamy obowiązek odwiedzać groby rodzinne, a tym bardziej rodziców!
- Masz rację powinniśmy ich odwiedzić! Za niedługo są święta może w tedy byśmy pojechali do szóstki?
- Jasne – uradowała się Ela
Usłyszałyśmy otwieranie drzwi i szybko zbiegłyśmy na dół po schodach
- Dzień Dobry – przywitałam się. Ela powtórzyła moje słowa – Pomóc państwu ?
-Oh witajcie, nie nie trzeba damy sobie radę
Całą „gromadą” weszliśmy do kuchni. Pomogłam w raz z Elą rozłożyć i pochować zakupy do szafek, następnie poszłyśmy do salonu i oglądałyśmy w telewizji wiadomości.  Ogłaszali że jednego mordercy dzieci zatrzymali i grozi mu kara śmierci, lecz co z całą resztą ?
Wybrałam się na targ, chciałam też zwiedzić trochę miasto. Ela została w domu. Czwórką jest śliczna, może to i górnicze miasto, ale poza skałami i czarnym dymem jest też las. Dowiedziałam się o nim od Kevina.  Od razu bez namysłu ruszyłam w jego stronę. Żeby się tam dostać trzeba było przejść przez most. Na początku się trochę obawiałam bo ten most składał się z desek i ledwo trzymającego się sznura, ale przejść się jakoś  dało. Wkroczyłam w gąszcz lasu. Rosło tu sporo jakiś jagód, ale ich nie próbowałam bo bałam się że są trujące. Spotkałam jelenia i małe króliki, o dziwo nie bały się mnie. U nas w szóstce zwierzęta bały się ludzi dlatego że kiedyś na nie polowano aby sprzedać lub po prostu się wyżywić lecz po pewnym czasie tego zabroniono.  Spacerowałam tak po lesie jeszcze przez długi czas. W końcu znalazłam jezioro. Usiadłam przy nim i się rozmarzyłam. Myślałam o pięknym, dużym mieście z wielkimi budynkami, ślicznymi domami i przemiłymi sąsiadami, w którym nigdy nie brakowało jedzenia, pieniędzy i wszystko było idealne. Ale wiem jednak że takie miejsca nie istnieją. Nie ma idealnego świata! Zawsze znajdzie się jakaś osoba w potrzebie. Świat nie jest idealny, jest w nim pełno okrutnych ludzi którzy nie zważają na czyjeś dobro myślą tylko o sobie, jest pełno wojen, pełno bójek i brakuje pieniędzy! Lecz gdy ma się chodź jedną osobę która nas kocha i wspiera świat może stać się idealny! Właśnie przez tą jedną malutką istotkę która jest przy nas na złe i na dobre, gdy się smucimy lub gdy tryskamy radością. Taką moją osóbką jest Ela. Był też nią tata i mama lecz oni nie żyją, czyli też nie cierpią. Ludzie wzięli ich z tego okrutnego świata.  Nie mam pewności czy tam gdzie teraz są jest im dobrze ale mam nadzieje że jest i że już nie muszą cierpieć.
Wpatrywałam się w tafle jeziora kiedy coś po drugiej stronie przykuło moją uwagę. Były to ruiny jakiś budynków pokryte mchem. Chciałam tam iść ale zdałam sobie sprawę że robi się już ciemno i powinnam wracać do domu.
Weszłam, przywitałam się z wszystkimi i zasiadłam przy stole do kolacji. Rozmawiałam z panią Timn o tym jak mi się tu mieszka i czy mi się tu ogólnie podoba.
- Kevin ?
- Hmm ?
- Co jest po drugiej stronie jeziora ? – spytałam żując skórkę od chleba
- Jak mi się dobrze zdaje to było tam chyba jakieś miasteczko czy coś, ale to bardzo dawno temu – Hmm ?  Miasteczko ? Może tam był jakieś inne miasto ? Może istniała 7 ? Muszę wiedzieć
- Proszę pani – z wróciłam się do pani Timn – Czy była kiedyś 7 ? Czy istniało tylko 6 miast
Pani Timn spojrzała na mnie i się uśmiechnęła. Wyszła z pokoju i udała się do salonu. Po chwili wróciła z jakąś grubą księgą w ręku i położyła się na stole.
- Siódemki nie było – zwróciła się do naszej trójki (z Elą) i otworzyła książkę na stronie 345 (jak dobrze wiedziałam bo książka była bardzo, ale to bardzo zakurzona) – Kiedyś nasz kraj nosił nazwę Menbry lecz po wojnie o której na pewno uczyli was w szkole usunęli tą nazwę i do dzisiejszego dnia nasz kraj jest bez niej. Kiedyś też nie było przydziałów ani numerów miast. Po prostu byliśmy i żyliśmy w jedności. Po zmianie burmieszcza jeszcze tego przed naszym wszystko stanęło na głowie. Zmienił nazwę, zarządził przydziały i jeszcze podzielił ten kraj na miasta z numerami
- Czy lepiej było przez przydziałów i numerów ? – spytała Ela zaciekawiona
- Oh oczywiście słonko i to dużo lepiej. Gdy chciało się jechać do jakiegoś innego miasta na przykład z 4 do 5 albo z 1 do 3 to nie trzeba było mieć pozwolenia, a teraz trzeba i to na nie bardzo długo się czeka. – pani Timn – A teraz kłaść się do łóżek bo się zrobiło późno

Umyłam się i położyłam do łóżka. Ela już grzecznie spała lecz ja nie potrafiłam zasnąć. Myślałam o tym co jest dokładnie po drugiej stronie jeziora. I doszłam do wniosku że jutro z samego rana muszę pogadać do porządku z Kevinem.

********************************************************************************* Za bardzo nie jestem zadowolona z tego co napisałam. Mam nadzieję że wam się chodź troszkę spodoba.
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ=DZIĘKUJE ♥♥♥ 
CO ROBISZ KOMENTUJĄC ?
Komentując wyrażasz swoja opinię. Dzięki temu mogę wiedzieć co zmienić lub co robię źle dzięki temu poprawiając się i ucząc.
Wiem że moja ortografia perfekcyjna nie jest ale staram się to naprawiać

sobota, 13 grudnia 2014

*2

***PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKIE BŁĘDY ORTOGRAFICZNE***
Jeśli przeczytałeś i masz taką możliwość proszę skomentuj ten post. Zależy mi na szczerej opinii bo nie wiem czy mam dalej pisać
SAWANA KOMPL-16
ELA KOMPL -11
TOM ROSSERS -17
KONSTANCJA PALWII
*1
 Nastał piękny poranny dzień. Od razu po śniadaniu ruszyłam na targ aby kupić tacie parę potrzebnych śrubek do warsztatu.  Droga nie zajęła mi dużo, ale musiałam uważać na strażników ponieważ chodziło ich tu dużo od awantury w zeszły wtorek.
Wracałam z moją siostrą ze szkoły. Jak zawsze szłyśmy leśną drogą aby nazbierać parę jagód na deser.  Usłyszałyśmy krzyki dobiegające z rynku więc  szybko ruszyłam w tamtą stronę. Kazałam Eli zostać bo bałam się że jej się coś stanie ale ona mnie nie posłuchała i pobiegła za mną. Widok który tam zobaczyłam przeraził mnie strasznie. Mężczyzna o siwych włosach około 40 lat  strzelał do niewinnego dziecka. Zawołano od razu strażników którzy powstrzymali mężczyznę lecz przy tym zadał jeszcze kilka strzałów. Teraz ludzie boją się chodzić po okolicach naszego miasta. Nie dziwię im się bo sama nawet gdy idę tylko po wodę do studni  patrzę za siebie bo czuję na sobie czyjś wzrok.
Dotarłam na targ. Jak zawsze było tam sporo ludzi, jak w każdy wtorek gdy do miasta przyjeżdża burmiszcz z piekarzami oraz rolnikami aby dostarczyć potrzebne ludziom zapasy na cały tydzień . Każda z rodzin dostaje po 5 bułek , pół kawałku chleba, kostce masła, dwie butelki mleka i jajka od kur zazwyczaj 10. Jest to mało jak na tydzień ale nikt nie narzeka ponieważ nie wolno podważać zdania burmiszcza w żadnym wypadku.  Raz jedna osoba podważyła rozkaz i  od razu była wyrzucona z miasta a potem z państwa. Do dziś nie wiadomo czy ta osoba jeszcze żyje. Niektórzy uważają że znalazła lepsze miejsce a niektórzy że została pożarta przez jakieś dzikie zwierze.
Kupiła potrzebne mi rzeczy i zabrałam reklamówkę z jedzeniem od burmiszcza. Wracałam lasem. Nazbierałam jeszcze trochę jagód i przysiadłam nad jeziorem. Lubiłam tam siedzieć i rozmyślać godzinami. Przypominało mi to o mamie. Tęskniłam za nią bardzo mocno a to miejsce sprawiało jakbym czuła jej obecność przy mnie.
Gdy mama umarła nie umiałam pogodzić się z tą myślą. Jeszcze bardziej martwiłam się o moją siostrę która miała dopiero 8 miesięcy. Nie wyobrażałam sobie bez niej żyć. Tata po śmierci załamał się i do dziś czasem słyszę jak modli się nocami o pomoc i pieniądze których nam niestety brakuje, jak każdemu w naszym mieście.
Nasz kraj jest podzielony na 6 miast. 1 to miasto ziół, 2 to miasto zwierząt, 3 to miasto religijne, 4 to miasto górników, 5 to miasto chwały a nasze 6 nie ma żadnego przydziału po prostu jest i inni często o nim zapominają. A na samym końcu między ostatnim a pierwszym miastem jest tak zwana „KOPUŁA” główna siedziba burmiszcza.
Wróciłam do domu oddałam tacie śrubki oraz zakupy i poszłam do naszego (mojego i siostry) pokoju.  –Hej- przywitałam się z Elą – Co oglądasz ?
Ela jednak nie spojrzała na mnie tylko patrzyła się w telewizor. Usiadłam obok niej i wsłuchiwałam się w wiadomości.
- Ile dokładnie ? – spytałam siostrę. Widziałam że się boi
- Jak na razie 8 lecz nic nie wiadomo – widziałam w jej oczach łzy i przerażenie. Kolejne napady na biedne dzieci. Ile ich jeszcze będzie?  10 ? 20 ? 40 ?
- Sawanna – siostra zwróciła się do mnie – Musimy coś z tym zrobić
- Ale co ? – spojrzałam  się na nią lecz w głowie miała tylko słowa prezentera telewizyjnego „groza i strach. Nie wiadomo co będzie z miastami….Zabójców rodzi się coraz więcej”
- Nie wiem,-zaczęła- poprośmy o pomoc Toma on nam na pewno pomoże-
Tom to mój stary przyjaciel. Znamy się od małego. Nasze mamy często pijały razem po południowe herbatki a my w tym czasie bawili się w ogrodzie lub w domu w chowanego.  Na Toma zawsze mogłam liczyć i wszystko mu powiedzieć. Nie miałam  zbyt przyjaciół, czasem zamieniłam tylko dwa słowa z Emmą która chodziła ze mną do klasy, ale to raczej nie jest przyjaźń tylko zwykła znajomość kończąca się na „cześć” , „cześć”.
-Jak on by mógł nam pomóc ? – spytałam z nadzieją na rozsądną odpowiedź
-Wiesz, - wstała, podeszła do okna i wskazała na płot  –mogli byśmy uciec
- Zwariowałaś ?- prawie krzyknęłam – Chcesz zostawić tatę?
- Nie - zaprzeczyła – Uciekł by z nami. Znaleźliśmy by jakieś fajne, mniej przerażające i trochę bogatsze miejsce. Bo tu nie wyobrażam sobie dalej żyć.
Rozumiałam moją siostrę. Też nie przepadam za miejscem w którym mieszkamy, ale uciekanie od problemu niczego nie załatwi! A jeśli chodzi o Toma to wątpię żeby się zgodził na ucieczkę, ma młodszą siostrę i chorą matkę na pewno nie odważył by się na takie ryzyko!  Nie wyobrażam też sobie taty który chodzi po lesie i szuka nowego miejsca to chory pomysł.
- Myślisz że Tom by się zgodził ? A co będzie z tatą ?
- Z Tomem dali byśmy radę! A tata ? Tata jest dzielny poradził by sobie!
- Zrozum że się nie da! Tom ma chorą matkę i małą siostrę.- westchnęłam – Nie poszedł by z 7 miesięcznym dzieckiem do lasu! I to na tak długo. Pogadamy jeszcze o tym jutro na razie jestem zmęczona idę się położyć.
Udałam się do łazienki i , umyłam , przebrałam i położyłam spać. Długo myślałam nad tym co mówiła mi moja siostra. Naprawdę stać ją na ucieczkę? Aż tak jej tu źle ? No, nie powiem luksusów nie ma, dom też nie tryska złotem ani za bogato nie jest ale da się żyć. Trzeba zacisnąć pięści i pokonać to zło!
Z samego rana jak wstałam od razu wybrałam się nad jezioro. Usiadłam na przewróconej kłocie i wpatrywałam się w tafle wody. Widziałam tam swoje odbicie
- Co ja tu robię – wyszeptałam
- Żyjesz – ktoś szepnął za moimi plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam Toma. Wstałam i przytuliłam się do niego a na mojej twarzy od razu zawitał uśmiech. Rzadko się uśmiecham ale przy Tomie uśmiech sam niekontrolowanie pojawia się na mojej twarzy.
- Co tu robisz ? – spytałam ponownie siadając. Tom zrobił to samo
- Wiesz….-zaczął- szukałem cię….Rozmawiałem z Elą i…nie chcę żebyś mnie źle zrozumiała….
-Mówiła ci o ucieczce ? Mówiłam jej że się nie zgodzisz i że to zły pomysł ale ona znowu swoje
- Nie Sawanna nie o to chodzi tylko…Widać było że jej zależy na opuszczeniu tego miejsca…Prawie się popłakała mówiąc to mi – moja siostra prawie płakała ? Czyli jednak naprawdę jej na tym zależy.  Widocznie nie wyobrażała sobie tutaj przyszłości. Ale tak od razu nie da się uciec! A gdyby nawet to zaczeli by nas szukać.
Co miesiąc sprawdzają liczbę ludzi. Jeśli jest o jednego członka mniej to od razu zaczynają się poszukiwania zguby. Więc by nas znaleźli i ucieczka sprowadziła by tylko kłopoty i to poważne.
-To co zrobimy ? Musimy coś poradzić na ginące dzieci! Nie mogę patrzeć jak co wieczór puszczają transmisję jak ten idiota przed kamerami ucina im głowy czy  nogi
-Ja też nie – przyznał Tom – Jedyne co mi przychodzi do głowy to…-nie dokończył
- To co ?
Jednak Tom dalej nie odpowiadał.
-Co przychodzi ci do głowy ? – spytałam znów
-W o j n a  - odpowiedział spokojnie i jakby do siebie

*2
Czy Tom do reszty zgłupiał ? Chciał wywołać wojnę? Przecież w tedy zginęło by jeszcze więcej osób! Niewinnych osób!
Siedziałam w ciszy nie odpowiadając na odpowiedź Toma. Układałam w głowie odpowiedź jaką mogła bym mu powiedzieć lecz nic sensownego-ani  takiego żeby nie urazić jego zdania nie przychodziło mi do głowy.  Wojna to była  idiotycznym pomysłem. Nikt by nas nie poparł! Wszyscy bali by się tego co by powiedział i zrobił burmiszcz. Nawet jeśli wybuchła by wojna nie mielibyśmy żadnych szans. Kopuła ma lepsze zabezpieczenia, lepszą broń i silniejszych ludzi – których jest o wiele, wiele więcej. Na dodatek zgłosiły by się inne miasta które pomogły by Kopule. A nasze miasto ? Naszemu miastu nikt by nie pomógł. Jesteśmy na samym końcu, jesteśmy nic nie warci. Mało kto o nas pamięta i nawet na mapie jesteśmy tylko jedną malusieńką kropeczką. Nie mamy nawet przydziału. Dostajemy mniej jedzenia i przydatnych rzeczy. Nawet nie wiem po co nas trzymają! Niech nas lepiej po przydzielają do innych miast i będzie z głowy. W tedy Miasto nr 6 będzie tylko legendą a Kopule zniknie problem z głowy. Wszystko się wyjaśni i będzie lepiej. O wiele lepiej. Moja siostra w końcu dozna lepszego życia i Ojciec nie będzie musiał modlić się o pieniądze.
Pożegnałam się z Tomem i ruszyłam w stronę domu. Drzwi były otarte co mnie zdziwiło. Wpadłam szybko do środka i zobaczyłam płaczącą Elę na podłodze w kuchni.
- Co się stało ? –Uklękłam przy niej i przytuliłam ją do mojego torsu.
-Byli tu – wyszeptała – Oni tu byli, zabrali tatę i uciekli
Nie wierzyłam w słowa siostry. Jak mogli zabrać nam Ojca ? Podpadł im ? Może popełnił przestępstwo ? Nie to nie możliwe! Ojciec surowo przestrzegał przepisów!
-Poczekasz tu ? Ja pójdę poszukać taty, dobrze ?
- Saw – zdrobniła moje imię – Idę z tobą, boję się tu zostać sama
Nie chciałam żeby Ela szła ze mną ale ona się bała. Musiałam ją wziąć ze sobą bo by się zapłakała na śmierć. Moja siostra to bardzo wrażliwe dziecko. Jest wrażliwa na słowa, często płacze i boi się wielu rzeczy.Zawsze była wrażliwcem ale od śmierci mamy zrobiła się jeszcze bardziej wrażliwa i krucha.
Ruszyłyśmy w stronę rynku. Zobaczyliśmy że przy kopule stało wiele osób więc podeszłyśmy do niej. Na środku stało kilku strażników. Był postawiony słup który stawiają tylko w sytuacjach gdy chcą kogoś surowo ukarać . A przy słupie ? Nie, nie wierzyłam w to co zobaczyłam. Do słupa był przyczepiony mój tata. Strażnicy wielkim kolczastym pasem uderzali w jego plecy i uda! Krew lała się jak woda z fontanny a ojciec syczał z bólu jak…nie da się tego określić. Puściłam rękę Eli i wbiegłam na środek tej jadki
- ZOSTAWCIE GO – krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam –ZOSTAWCIE MOJEGO OJCA!
- Sawanno proszę idź – powiedział ledwo słyszalnym, załamanym głosem – Zabierz stąd Elę i idźcie do domu. Zasłużyłem na ten ból, a wy nie zasłużyliście na to aby go oglądać.
- Nie tato – powiedział płaczący głosik. Odwróciłam się za siebie i ujrzałam moją siostrzyczkę – nie zasłużyłeś na taki ból. Jesteś dobrym człowiekiem i nie powinni cię tak krzywdzić
- Kochanie – zwrócił się tata do niej – powinni, proszę odejdź z Saw nie patrzcie na to
Ela przytuliła tatę i z tego miała całą bluzkę w krwi. Odeszłyśmy jak tato nam kazał. Nie oddaliłyśmy się za daleko, a usłyszałyśmy wystrzał armaty.  Nasz ojciec umarł. Nie wytrzymał bólu. Wystrzał armatni puszczają tylko w tedy kiedy ktoś ginie. Czyżby nasz ojciec nie zniósł bólu ?
- Czy nasz tat..-zaczęła Ela lecz nie dokończyła. Łzy leciały jej ciurkiem. Mi też się chciało płakać lecz powstrzymywałam łzy aby nie pokazać przy mojej siostrze że jestem miękka. Teraz zostałam jej tylko ja, nie ma już nikogo oprócz mnie.
Wróciłyśmy do domu. Zrobiłyśmy sobie gorącej mięty i usiadłyśmy na kanapie w „salonie”. Ela płakała dalej a ja co jakiś czas by ją podnieść na duchu mówiłam coś w stylu „będzie dobrze” lub „damy radę” lecz wiedziałam że i tak nie będzie dobrze i że nie damy rady. Czekałam tylko aż przyjdzie ktoś do nas i wyśle do innej rodziny. Zawsze tak było. Gdy dzieci zostały sierotami przychodziła pani z urzędu i zabierała nas do innej rodziny, w naszym albo innym mieście.
Nastał późny wieczór. Położyłam Ele do łóżka by się przespała, a ja myślałam jak to z nami będzie. Siedziałam w kuchni przy stole i popijałam miętę. Zapukał ktoś do drzwi, a ja tylko wydałam z siebie mechanicznie „otwarte”. Gościem okazał się być Tom. Podszedł do mnie bez słowa i przytulił. Nie pocieszał ani nie współczuł, po prostu usiadł obok mnie i bez słowa objął ramieniem.
- Dali już znać czy za miasto czy u nas ? – spytał. 
-Nie, nic nie mówili i nikt nie przyszedł. Pewnie się jeszcze rozprawa nie skończyła- odpowiedziałam. Wstałam i włożyłam kubek po mięcie do zlewu – Chcesz trochę ? -  wskazałam na dzban z napojem
- Nie dzięki – odmówił – Ela śpi ?
-Tak, bardzo przeżywa śmierć ojca. Nie dziwię jej się, straciła matkę jak była jeszcze małym bobasem, a teraz jeszcze tatę w młodym wieku. Jak ona to znosi? Biedna. My nawet nie mamy pojęcia za co go zabili!
- Wiesz – spojrzał na zdjęcie jak by tam była odpowiedź – Moja matka, wspominała coś o polowaniach poza miastem twojego ojca. Wszystko było dobrze do puki nie upolował zwierzęcia którego nie można było za żadne skarby zabijać..
- Czarnego rumaka ?
- Właśnie. Każdy wie że to zabronione. Przecież twój ojciec przestrzegał surowo przepisów, dlaczego go zabił ?
-Nie mam pojęcia, wiedziałam że tata poluje co piątek, ale myślałam że tylko na jakieś małe zwierzęta. Wiewiórki, młode borsuki czy coś.
- W każdym razie współczuje ci i naprawdę mi przykro. Wiem że to oklepane i pewnie dużo razy to słyszałaś ale spróbuj dać radę – podszedł i przytulił mnie jeszcze raz – Teraz muszę już iść ale daj jakoś znać czy was zabrali czy jednak może zostaniecie w mieście
-Jasne
Z samego rana obudziło mnie głośne pukanie ( a raczej ja bym to nazwała waleniem) do drzwi. „Kto o 6 nad ranem przychodzi w odwiedziny?” pomyślałam i zwlokłam się z łóżka. Na piżamę nażóciłam tylko bluzę i zeszłam na dół. Otworzyłam drzwi a w nich ukazała mi się kobieta w średnim wieku, z wielką czarną peruką na głowie, obcisłym kompleciku w czerwono-czarno-zieloną kratę, trzymająca w ręku notes przypominający trochę szkolny dziennik
-Dzień dobry – zwróciłam się do kobiety
-Dzień dobry, panna Sawanna Kompl ? – spytała kobieta. Miała śmieszny piszczący głos, ale czułam coś że lepiej się teraz nie śmiać. Kiwnęłam tylko głową na tak – Dobrze, Jestem Konstancja Palwii, przyjechałam do ciebie, a raczej po ciebie i twoją siostrę. Zabieramy was do małej rodzinny w mieście 4. Na pewno ci się tam spodoba. Proszę idź po twoją siostrę spakujcie manatki i jedziemy.
Spojrzałam tylko na panią Konstancję i nie mogłam uwierzyć w to co ta kobieta mówi. Jednak nas zabierają ? Jednak opuścimy miasto 6 ? Jednak już nigdy nie zobaczę mojego przyjaciela Toma?  Tym razem też nie odpowiedziałam tylko kiwnęła głową. Przykucnęłam przy łóżku Eli, lekko przejechałam po jej włosach i dotknęłam ręką mokrego jeszcze od łez policzka. Płakała,płakała w nocy a ja nie słyszałam.
-Ela – wyszeptałam jej do ucha – Czas wstawać księżniczko
Otworzyła swoje śliczne błyszczące, lecz zaczerwienione oczka i spojrzała nimi w moją stronę.
- Czemu nie obudziłaś mnie w nocy jak płakałaś ? – usiadłam obok na skraju łóżka – mogłaś mnie obudzić
- Nie chciałam ci przeszkadzać – tłumaczyła – Ktoś u nas był ? Słyszałam pukanie
- Tak, pani Palwii przyszła po nas. Mamy się spakować i jedziemy do czwórki, przydzielą nas do jakieś rodziny
-Saw – zwróciła się do mnie – Ja nie chcę jechać, dlaczego nie możemy zostać tutaj? Tu jest nasze miejsce a nie w czwórce. Wiem że jest tu biednie i często narzekam na to jak żyjemy, ale kiedy przyszło mi teraz stracić to całe dotychczasowe życie to nie ! Nie chcę innego! Teraz zaczęłam to doceniać
-Ohh, Ela ja też nie chcę jechać ale musimy, takie są przepisy i nic na to nie poradzimy.  Do puki ja nie ukończę 18 roku życia będziemy mieszkali z tą rodziną
Spakowałyśmy potrzebne i najważniejsze  rzeczy. Znalazłam nasze wspólne zdjęcie z rodzicami które skryłam w torbie pod ciuchami aby się nie zniszczyło.
- Nareszcie, już myślałam że wam się coś stało. Nie schodzicie i nie schodzicie co wyście chciały żebym tu starości dożyła ? – wybuchła swoim głosikiem pani Palwii, a ja i moja siostra powstrzymywałyśmy się tylko od śmiechu…

Razem z panią Palwii udałyśmy się na rynek, tam czekał na nas wielki samochód który zawiósł na stację kolejową. Wsiadłyśmy do ogromnego, lecz mało luksusowego pociągu. Pani Konstancja zachwalała i pękała z dumy jaką to nas wspaniałą rodzinę załatwiła, że będziemy czuły się jak u siebie, że nas wielką miłością otoczą,lecz ja się z tym nie zgadzałam. Nikt nas nie obdarzy większą miłością niż nasi bliscy, a ci ludzie których nawet nie znamy nie są naszymi bliskimi i wątpię w to żeby się nimi stali.

*1

Hej, nazywam się Ola i tu będę pisała moje opowiadanie. Mam nadzieję że wam się spodoba i zapraszam do komentowania.
KOMENTARZ=MOTYWACJA=LEPSZA PRACA ♥